2020-10-20     Ireny, Kleopatry, Witalisa     "Daleko trudniej ukochać niewolnika, niż pisać o zniesieniu niewoli" - Adam Mickiewicz    
Strona główna -> HISTORIA MARCINKOWIC -> BÓJ pod MARCINKOWICAMI

BÓJ MARCINKOWICKI


   

      Dzień 28 czerwca 1914 roku miał stać się przełomowym w polskich staraniach o odbudowę niepodległego państwa. Niestety w Bośni rozegrała się tragedia, o której możemy śmiało powiedzieć, że była bezpośrednią przyczyną wybuchu l wojny światowej. Podczas przejazdu ulicami Sarajewa austriackiego następcy tronu Franciszka Ferdynanda i jego morgantycznej żony Zofii Chotek, 20-letni student trafił arcyksięcia w głowę, a jego żonę w brzuch, co spowodowało śmierć obojga. 

Zamach w Sarajewie zapoczątkował gorączkowe ruchy dyplomatyczne. Niemcy przewidywały konflikt austriacko-serbski.  23 lipca, kiedy prezydent Poincare opuszczał Petersburg, ambasador austriacki w Belgradzie przekazał rządowi serbskiemu  ultimatum tak skonstruowane, żeby go nie przyjęto i dawało możliwość zrzucenia na Serbię odpowiedzialności za następstwa. Władze serbskie zgodziły się na większość żądań, oprócz zgody na prowadzenie śledztwa przez władze austriackie na terytorium Serbii. Rządowi austriackiemu wystarczyło to jednak do uznania odpowiedzi za niezadowalającą i 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały Serbii wojnę. 30 lipca ogłoszono w Rosji dekret o powszechnej mobilizacji. Na wieść o tym 1 sierpnia Niemcy wypowiedziały jej wojnę.  3 sierpnia Niemcy wydały wojnę Francji, 4 sierpnia Anglia broniąc neutralności Belgii wydała wojnę Niemcom. 5 sierpnia Austro-Węgry wydały wojnę Rosji. Zaraz też zaczęły się działania wojenne.

W Polsce nie spodziewano się wybuchu wojny światowej. 28 czerwca Józef Piłsudski przebywał we Lwowie. Był na posiedzeniu zjazdu oficerskiego Związków Strzeleckich, gdy dowiedział się o śmierci Franciszka Ferdynanda.


    26 lipca odbyła się w Krakowie XII Rada Partyjna PPS. Uczestniczyli w niej Piłsudski, Sławek, Sosnkowski, Sulkiewicz, Jodko, Jaworowski i Wasilewski. W porządku dziennym  znalazło się omówienie obecnej sytuacji i wnioski na wypadek wojny.  W Polsce przewidywano bowiem konflikt między blokami militarnymi, ale wybuch wojny w tym właśnie momencie zaskoczył wszystkich. To właśnie stworzyło Piłsudskiemu szczególne szansę, gdyż od dawna miał przygotowany plan działania.

    27 lipca zwołano nadzwyczajne posiedzenie Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. W trakcie obrad postanowiono wysłać delegację do Wiednia w celu pertraktacji z "czynnikami miarodajnymi", wycofać z banków pieniądze Polskiego Skarbu Wojskowego i przekazać je Piłsudskiemu, wydać odezwę w sprawie antyrosyjskiego stanowiska Komisji oraz przeprowadzić rozmowy z przedstawicielami Polskiego Stronnictwa Ludowego - Piast i organizacjami militarnymi. Jako przedstawiciele Komisji na rozmowy do Wiednia udali się Hipolit Śliwiński i Stanisław Downarowicz. Na miejscu spotkali się z przedstawicielami sztabu austriackiego i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zapewnili stronę austriacką, że w razie wojny z Rosją na terenie Królestwa wybuchnie antyrosyjskie powstanie. Wyniki spotkań były jednak raczej mizerne, a Austriacy nie wyszli poza ogólnikowe deklaracje.


    29 lipca w Krakowie odbyła się konferencja przedstawicieli Związków Strzeleckich, Drużyn Strzeleckich, Drużyn Bartoszowych i "Sokoła". Józef Piłsudski prowadził rozmowy z austriackim kapitanem Rybakiem o możliwości utworzenia polskich jednostek wojskowych. Wreszcie 2 sierpnia austriacki wywiad wojskowy wydał zgodę na przeprowadzenie mobilizacji oddziałów strzeleckich, które miały działać na linii Miechów - Jędrzejów-Kielce.
Rozmowy Piłsudskiego ze sztabem austriackim miały charakter ściśle militarny. 
3 sierpnia w krakowskich Oleandrach sformowano pod dowództwem Tadeusza Kasprzyckiego kompanię kadrową liczącą 144 ludzi. Przemówienie do niej wygłosił Józef Piłsudski "Odtąd nie ma ani strzelców, ani drużyniaków - Wszyscy, co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi... Jedynym waszym znakiem jest odtąd orzeł biały... Wszyscy jesteście równi wobec ofiar, jakie ponieść macie... Szarże uzyskacie w bitwach... Patrzę na was jako na kadry, z których rozwinąć się ma przyszła armia polska i pozdrawiam was jako pierwszą kadrową kompanię".
     6 sierpnia po dwóch dniach oczekiwania kompania wyruszyła w kierunku Słomnika i Miechowa. Żołnierze byli praktycznie nie umundurowani, źle uzbrojeni (jednostrzałowe karabiny), a przyszli ułani siodła nieśli na plecach, bo konie mieli zdobyć dopiero na wrogach w Królestwie. Cechował ich natomiast entuzjazm - oto po wielu latach ziścić się miały ich marzenia o niepodległym państwie polskim.


Rzeczywistość okazała się jednak bardzo brutalna. Wojska Piłsudskiego zostały źle przyjęte w Królestwie. Nie wybuchło powstanie, do armii nie zaciągali się ochotnicy, na co liczył Komendant, a z marszu na Warszawę trzeba było zrezygnować. W rezultacie oddziały dotarły zaledwie do Kielc, skąd zresztą szybko zostały wyparte. W wyniku niepowodzenia akcji Piłsudskiego władze austriackie chciały rozwiązać polskie oddziały, a żołnierzy wcielić do armii cesarskiej. Dzięki szybkiej akcji propagandowej o "sukcesach" w Królestwie Juliusz Leo uzyskał w Wiedniu zgodę na organizowanie Legionów Polskich.
Józef Piłsudski został dowódcą l pułku, który wchodził w skład Legionu Zachodniego, dowodzonego przez Rajmunda Baczyńskiego. Dopiero 18 grudnia l pułk zostanie przekształcony w brygadę, a jego dowódca otrzyma od Austriaków stopień brygadiera. Będzie to już po bitwie marcinkowickiej, a przed krwawym bojem pod Łowczówkiem (22-24 grudnia).
Tymczasem l pułk po trzytygodniowym pobycie w Kielcach musiał się wycofać wraz z wojskami austriackimi. W dniach 19-23 września walczył w okolicach Nowego Korczyna, po czym przeszedł z lewego na prawy brzeg Wisły. Po kilku dniach oddziały wróciły na teren Królestwa i 22-26 października stoczyły ciężkie boje pod Laskami. Stąd Piłsudski cofnął się w kierunku Krzywopłotów w rejonie Olkusza. Postanowił się oderwać od armii niemieckiej i przedostać się w rejon Krakowa. W ryzykownym marszu przez Ulinę Małą do Widowej pomiędzy armiami niemiecką i rosyjską dotarł do Krakowa. Po dwudniowym pobycie w mieście został skierowany na Podhale znalazł się tam około 20 listopada. Oto jak Józef Piłsudski wspomina tamte dni "Ja z mymi trzema batalionami, kawalerią, w końcu artylerią, walczyłem cały czas mniej więcej w tej samej okolicy - pomiędzy Dobrą -Jurkowem, Dunajcem, od Nowego Sącza do Marcinkowic, osłaniając z jednej strony kolej Sucha - Mszana Dolna, po której szły raz po raz nowe transporty wojskowe - austriackie i niemieckie, z drugiej strony stanowiłem osłonę od wschodu, od Rosjan flankujących wojska idące na północ, na Bochnię - Tarnów".
      Sam Piłsudski za główny epizod pobytu w tych okolicach uznał bitwę marcinkowicką, pisząc o niej "Bój jest najjaskrawszym epizodem naszego, jak go nazywam tańca koło Limanowej. Dnia tego byliśmy sami - niewielka garstka - wobec ogromnej przewagi nieprzyjaciela. Osobiście zaliczam dzień ten do najciężej przeżytych w ciągu wojny".'
Zanim jednak doszło do bitwy, 5 grudnia Piłsudski z ok. 2 tysiącami ludzi ruszył z Limanowej do Nowego Sącza. Przodem podążała kawaleria. Już wcześniej słyszał "o rozpoczęciu ewakuacji w Nowym Sączu... Patrole donosiły, że Trzetrzewina jest wolna. Moskali tam nie ma, a Trzetrzewina odległa jest od Nowego Sącza zaledwie o kilka kilometrów".


Dłuższy postój zarząda Piłsudski w Pisarzowej. Wszędzie słyszy o cofaniu się nieprzyjaciela. Nigdzie nie spotyka większych sił rosyjskich. Zaczyna myśleć o zdobyciu Nowego Sącza. Wieczorem 5 grudnia Piłsudski z oddziałami dociera do Marcinkowic. Zatrzymuje się we dworze, u Alberta Faucka - Jego ówczesnego właściciela. W czasie kolacji z oficerami przybył Grzmot - Skotnicki z jeńcami. Z ich wypowiedzi wynikało, że do Nowego Sącza przybył VIII korpus rosyjski z Karpat. Atak na Nowy Sącz jest więc niemożliwy. Piłsudski podejmuje decyzję o dezorganizacji wymarszu wojsk rosyjskich z miasta.
Udaje się do swoich artylerzystów ulokowanych na Górze Rdziostowej. Spotyka się z Brzozą i por. Meisnerem. Obaj raportują, że armaty stoją na pozycjach gotowych do strzału".  Ustalają cele. Piłsudski poleca "aby samego miasta nie ruszać... Ogień skierować na mosty na Dunajcu i na północ, ażeby przeszkodzić posuwaniu się tej tam kolumny wozowej, maszerującej po tamtej stronie rzeki. Rozpocząć ogień zaraz". 
Tymczasem hałas za rzeką potęguje się: "Nasza strzelanina nie robi nań żadnego wrażenia, głucho i ponuro dudnią dalej nieprzerwanym ciągiem jakieś głupie, ciężkie woziska... Bierze mię ochota sprowokować tych nieznośnych dudniarzy zza Dunajca".


     Piłsudski wzywa do siebie Wieczorkiewicza i nakazuje mu ostrzelać szosę po drugiej stronie Dunajca. Salwa pozostaje bez odezwu, ale hałas nie ustaje. Powtórne ostrzelanie drogi nie zmienia sytuacji. Komendant przekonany, że przesuwają się tamtędy tabory i nieregularna armia postanawia wrócić do dworu w Marcinkowicach i skoro świt wysłać Belinę po łatwą zdobycz.
"Nie schodząc z konia wołam do Beliny: Belina! Przyszedł wasz wielki dzień! Na koń i jazda za Dunajec! Tam drogą od Sącza na północ ciągną jakieś wielkie i długie tabory. Użyć możecie ile dusza zapragnie! Wymarsz natychmiast!". Po wydaniu rozkazu Piłsudski udał się na śniadanie. "Pamiętam tę rozkoszną chwilę, gdy zmęczony i niewyspany wyciągnąłem na całą długość znużone nogi. Ba nie sądzone mi już było zjeść śniadania. Do pokoju wpadł jak bomba Brzoza - Komendancie wołał - Moskale okopują się tam na górze za Dunajcem".'
      Nad Dunajcem ułani Beliny zostają bowiem odparci: Rosjanie rozpoczynają atak od strony Rdziostowa, atakują co najmniej 2 kompanie rosyjskie. W tej samej chwili padają pierwsze strzały.
Piłsudski jest przekonany, że zgubił ułanów Beliny - Prażnowskiego. Mimo chwilowego załamania wysyła Wieczorkiewicza w kierunku Rdziostowa, aby osłaniał odwrót saperów. Wobec potęgującego się natarcia rosyjskiego podejmuje decyzję o wycofaniu się z Marcinkowic. Piłsudski ze swoim szefem sztabu Sosnkowskim, cofając się pieszo, spotyka batalion Bojarskiego, który otrzymuje rozkaz osłaniania cofających się wojsk - w kotlinie nie ma miejsca na działanie większej jednostki, ma osłaniać odwrót Wieczorkiewicza. Walki toczą się na linii Dunajca, wzdłuż torów kolejowych, między budką kolejową a dworem, na polach dworskich koło lasu pod Rdziostowem, na granicy Marcinkowic i Klęczan".
"Kilka rosyjskich prób przeprawy przez Dunajec utknęło pod silnym ogniem Meisnera, Bessermenylego i mojej piechoty. Trzymaliśmy się pomimo widocznej przewagi nieprzyjaciela".
Po około 45 minutach walk Piłsudski dowiaduje się z meldunków o pojawieniu się wojsk nieprzyjacielskich na tyłach. W związku z możliwością zdobycia drogi Marcinkowice - Limanowa, stanowiącej jedyną drogę odwrotu, dowódca podejmuje decyzję o wycofaniu się. Jako pierwsze musi wycofać się lewe skrzydło wraz z artylerią, która ostrzeliwała przeprawę przez Dunajec. Moment jest bardzo nerwowy, gdyż Rosjanie napierają na prawe skrzydło i w każdej chwili mogą odciąć drogę odwrotu. Piłsudski nie ma już żadnych obwodów.
W chwili, gdy rozpoczyna się odwrót lewego skrzydła, z meldunkiem przybiega Grzmot-Skotnicki informując, że ułani Beliny czekają na rozkazy. Komendant natychmiast wysyła ich, żeby wzmocnili prawe skrzydło.
Wkrótce większości oddziałów udaje się wycofać z pola boju. Bojarski informuje, że z jego batalionu pozostała jedynie kompania Milki. Piłsudski wraz ze sztabem wycofał się do Pisarzowej, zatrzymując się na tamtejszej plebanii. Tu dowiaduje się o śmierci Milki trafionego szrapnelem w głowę. Bój zamiera. Rosjanie zadowolili się zdobyciem Rdziostowa i Marcinkowic.
"Na pobojowisku pozostali zabici i ranni pod opieką sanitariuszy, których następnie Rosjanie wzięli do niewoli. Część rannych zdołała wcześniej ukryć się w chatach chłopskich. Na polu koło Pasternika poległo 6 legionistów i kapitan Milko, nad Dunajcem zginął Stanisław Mandrak, na Krasnem Zygmunt Zborniak".
7 grudnia Piłsudski odparł atak rosyjski na Pisarzową, a następnie wycofał się do Limanowej. Stąd poprzez Kamienicę i Łącko dotarł do Nowego Sącza. "Nowy Sącz przyjął nas nadzwyczaj serdecznie. A te rozkosze wielkomiejskie! Elektryczne światło, kawiarnie, wanna, fryzjer. Zgoliłem sobie tam brodę, którą utrzymać w porządku na wojnie jest nadzwyczaj trudno".


Bitwa marcinkowicka nie była ani wspaniałym triumfem Piłsudskiego, ani nie miała wielkiego znaczenia militarnego, jednak sam wódz pisał o niej:

"Lubię wspominać Marcinkowice, jako jedną z najładniejszych bitew, jakie stoczyłem".

Pamięć o niej żyje, a w samych Marcinkowicach znajduje się muzeum prowadzone przez Józefa Gościeja, który czuwa, aby pamięć o niej nie zginęła. W swojej publikacji pt. "Legioniści w Marcinkowicach" pisał:
Bitwa marcinkowicka 6 grudnia 1914 roku nie była tak wielka i znacząca, Jak wcześniejsze pod Krzywopłotami i Uliną Małą, czy późniejsze koło Limanowej, pod Lowczówkiem i inne. Zapisała się jednak trwale w pamięci mieszkańców naszej wsi. Legenda Wodza i Legionistów coraz silniej utrwala się w ich świadomości."

Odwiedzin :
Parafia pw. Niepokalanego Serca NMP w Marcinkowicach